wtorek, 18 października 2016

Rozdział 6

Reina
Nie mogłam dłużej wytrzymać w ich towarzystwie. Czułam się jakby Shuu i Subaru mieli za zadanie mnie niańczyć i pilnować na każdym kroku co robię, dlatego postanowiłam stąd iść.
-Idę do ogrodu- powiedziałam to mijając obu braci, jednak kątem oka widziałam jak w moją stronę zmierza białowłosy, więc pośpiesznie dodałam- I nawet nie próbujcie pójść za mną.- i w tedy zaczęłam biec. Po drodze ominęłam kamienną fontannę, po czym skręciłam w prawo, w stronę ogrodu.
Był cudowny. Tyle róż w jednym miejscu jeszcze nigdy nie widziałam, chociaż sama mam nie mały ogród. Podeszłam do kwiatów bliżej i zaczęłam je pielęgnować. Jednak nie na długo zostałam sama. Po pewnym czasie poczułam jak ktoś mnie obserwuje, więc dyskretnie zaczęła się rozglądać za podglądaczem. Podejrzewałam że to Subaru lub Shuu, ale nie daleko altanki stał oparty chłopak o brązowoczerwonych włosach, na głowie miał kapelusz. Był ubrany w mundurek szkolny, a na nim miał ubrane futro. Patrzył się na mnie, nie kryjąc się przy tym, że mnie obserwuje, na ustach pojawił się mu cwaniacki uśmieszek. 
Chciałam go zignorować, ale niestety chłopak powolnym krokiem zaczął się kierować w moją stronę. nie wiem dlaczego, ale mój instynkt zaczął mówić mi żebym uciekała, a uwierzcie mi, on wie co dla mnie najważniejsze. Na przykład kiedy zapomniałam o teście z matematyki i miałam całkowitą pustkę w głowie, to intuicyjnie zaczęłam zaznaczać odpowiedzi. Zamiast mizernej dwói dostałam piątkę. Zaś innym razem podczas imprezy z okazji urodzin jednej z mojej koleżanki z klasy zabrałam poncz, ale w tedy zaświeciło mi się czerwone światełko i w końcu wylałam go do jednej z doniczek. Następnego dnia okazało się że ktoś dosypał do niego środki na wymioty i nikt nie przyszedł do szkoły. Oprócz mnie.
Teraz jednak był to raczej nakazujący sygnał powrotu do środka rezydencji, gdzie prawdopodobnie są nadal Shuu i Subaru, jednak z powodu mojego zbyt wysokiego poziomu samowystarczalności, postanowiłam, że rozprawię się sama z kolejnym Sakamakim. 
-Więc to ty z nami od teraz mieszkasz, laleczko?-zapytał się od niechcenia chłopak.
Czy mogę go kopnąć?! Ten chłopak już zaczyna działać mi na nerwy.
Spojrzałam na kapelusznika i przypomniałam sobie, jak Yui mi opowiadała jacy są pozostali Sakamakowie.
-Zgaduję, że ty jesteś Laito, prawda? -w tedy sobie przypomniałam sobie co powiedział mi Subaru -Twój brat powiedział mi, że szperałeś w moich rzeczach. - skrzyżowałam ramiona na piersi.
-Och bich-chan chyba nie będziesz się z tego powodu dąsać?-nie wiem czy to było możliwe ale jego uśmiech stał się jeszcze szerszy niż wcześniej. Ja za to piorunowałam go wzrokiem.
-Radziłabym ci lepiej uważać na słowa -byłam wściekła, że nazwał mnie tym przydomkiem. Można mnie różnie nazywać, ale bich-chan?!
-Oh, laleczka ma humorki?
Mój poziom zdenerwowania osiągnął maksimum. Nienawidziłam osób, które uważały mnie z humorzastą, a taką nie nie jestem. Nienawidziłam osób, które nazywały mnie bich-chan, ponieważ każdy chłopak z mojej klasy wiedział, że lepiej ze mną nie zadzierać, bo będzie mieć piekło do końca szkoły. Nie znosiłam osób które nazywały mnie laleczkami, bo zawsze dostawały ode mnie w twarz. 
Byłam naprawdę wściekła na Laito Sakamakiego, ponieważ myślał, że jestem jakąś bezbronną dziewczynką, która potrzebuje swojego taty, aby rozprawił się z owym gnębicielem lub innym tego rodzaju prześladowcą. Niestety nie wiesz jednak Laito jak bardzo się pomyliłeś.
-Radziłabym ci ze mną nie zadzierać, bo potrafię być gorsza niż najbardziej jadowita kobra. 
-Och sądzę, że mimo wszystko nie masz w sobie ani grama jadu w swojej krwi.-jego spojrzenie było utkwione w moją szyję. Zaczęłam powoli cofać się do tyłu, ale w pewnym momencie kiedy się odwróciłam do tyłu on zniknął. I w tedy poczułam, jak ktoś chwyta mnie mocno w tali. To był on. Poczułam jego oddech na swojej szyi. Bałam się co on może mi zrobić. Podciąć mi gardło? Przetoczyć krew?
-Ciekawy jestem dlaczego jesteś taka ważna dla Subaru i Shuu- i w tym momencie poczułam ukłucie bólu, który przebiegł przez całe moje ciało. Zaczęłam krzyczeć, a w tedy moim oczom ukazał się dziwny obraz, jakby urywek wspomnienia.
"-Ej no, zaczekaj na mnie-powiedział chłopczyk biegnący za jakąś dziewczynką. Widać było, że się lubią. Dziewczynka miała może około sześć lat, a chłopak siedem. Był bardzo podobny do Laito, jednak nie wiedziałam kim jest owa dziewczynka. Miała brązowe włosy, a po prawej stronie miała fioletowe pasemko. Jednak najdziwniejsze były jej oczy, które miały barwę trucizny nie miały w sobie ani grama zła, lecz przeciwnie miały w sobie dobro i radość, że może spędzić z chłopcem czas. -No co jest braciszku nie dajesz już rady?-odwróciła się w jego stronę i odrobinę zwolniła, aby młodsza wersja Laito mogła ją dogonić. Biegli w stronę dwójki chłpców stojących przy wejściu do labiryntu z żywopłotów, jeden miał fioletowe, a drugi czerwono-brązowe włosy. Fioletowołosy miał przy sobie pluszowego misia i uśmiechał się do dziewczynki."
Nie wiedziałam dlaczego to zobaczyłam, ale kiedy wizja się skończyła zauważyłam, że szyja już mniej mnie boli. Spojrzałam z przerażeniem na Laito, który także z niedowierzaniem na mnie patrzył. Jakby zobaczył to samo co ja, a może nawet uważał, że ta dziewczynka to ja. Czułam jak lęk we mnie wzbiera, jednak nie wiem dlaczego, nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. przed oczami zaczęły mi się pojawiać mroczki, jednak szybko zniknęły kiedy adrenalina zaczęła płynąć w moich żyłach. Laito był wampirem, był wcieleniem zła. Dlaczego do diabła zostałam tutaj wysłana?! Mam zostać przekąską dla wampirów, ale skoro nawet Shuu i Subaru są także wampirami, to dlaczego obchodzili się ze mną jak z jakiem. 
-Laito! Czyś ty już do reszty oszalał. Reina to nie jest narzeczona, została tutaj wysłana tylko na jakiś czas! Przez ciebie straciliśmy właśnie jej zaufanie.-krzyknął na niego wściekły Subaru  
Co tutaj się do jasnej anielki dzieje?! I dlaczego tak bardzo mnie boli głowa. 
-Wątpię, żeby ojciec ją przyjął bez odpowiedniej dla nas zapłaty-powiedział to chłopak, który stał na środku ogrodu. Był podobny do tego chłopca z tej wizji i z tego co pamiętam tak wyglądał Ayato, chłopak Yui. -Oj przepraszam dla was, Ja już mam swoją narzeczoną.-jego uśmiech był diaboliczny. Nie poznałam jednak po sobie, że zaczynam się bać. 
-Radzę na waszym miejscu nie próbować jej krwi.
-Jest aż tak niedobra?-spytał się brata arogant(Ayato).
-Raczej miałem na myśli to, że jej krew może ci przypomnieć rzeczy, o który chciałbyś znowu zapomnieć.
-Niby dlaczego?-powiedziałam ochrypłym głosem-Co niby ona ci takiego zrobiła, że wolałbyś znowu o niej zapomnieć?-spojrzałam na kapelusznika. Na jego twarzy gościł smutek.
-Nie musisz tego wiedzieć. 
-Wiem kim, a raczej czym jesteście, napiłeś się mojej krwi, więc uważam że mam prawo wiedzieć!
Kapelusznik jednak nie odpowiedział na moje pytanie. Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że jestem otoczona przez cztery wampiry. Resztkami sił pobiegłam do środka rezydencji i pobiegłam do swojego pokoju. Gdy uważał że byłam już bezpieczna zamknęła drzwi i oparłam się na nie. Byłam taka zmęczona, ale nie mogłam zasnąć na podłodze. Wsunęłam dłoń do kieszeni spodni i znalazłam tam klucz do pokoju. Drżącą ręką próbowałam zamknąć drzwi, ale nie udawało mi się to. Wtedy usłyszał za sobą głos:
-Może ci pomóc?-gdy się odwróciłam stałam oko w oko z Subaru. 
Subaru
Dlaczego Laito musiał ją ugryźć? Dlaczego Reina nie mogła zostać w pokoju, gdzie była z dala od nich wszystkich?
Teraz co? Reina patrzy na mnie jak na jakiegoś potwora z drugiego końca pokoju. Nie wiem dlaczego, ale nie chcę, aby tak na mnie patrzyła, chcę ją chronić przed moimi braćmi. Chcę aby Reina była bezpieczna.
-Zostaw mnie w spokoju! Nie zostanę kolejny raz ofiarą! -wrzasnęła histerycznie.
-Nie zrobię ci krzywdy, obiecuję. -zrobiłem krok w jej stronę.
-Kłamiesz, wszyscy mnie okłamujecie! -z jej oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy. Brunetka odwróciła się do mnie plecami, ale słyszałem jak zaczęła łkać. -Jaka ja byłam naiwna.
Ten moment pozwolił mi zbliżyć się do Reiny i teraz dzieli nas tylko centymetry. Nie pewnie spojrzałem na dziewczynę, po czym ją przytuliłem. Byłem pewny, że zacznie się wyrywać, ale dziewczyna nadal płakała w moich ramionach. Przyciągnąłem ją bliżej do siebie. Wyciągnąłem jej klucz z dłoni, a dziewczynę podniosłem w stylu panny młodej. Widać było po niej, że była okropnie zmęczona, dlatego nie krzyczała abym wyszedł. 
-Dlaczego to zobaczyłam?-zapytał nagle dziewczyna.
-Ale co?-nie wiedziałem o co jej chodziło. Wiem że Laito mówił coś o wspomnieniach, które wolałby zapomnieć. Mimo wszystko byłem ciekawy jakie wspomnienia ja zapomniałem i wolałbym zapomnieć. 
-Te wspomnienie? Dlaczego je zobaczyłam?
-Nie mam bladego pojęcia.-kiedy to powiedziałem Reina już sobie smacznie spała. przykryłem ją kołdrą i zdjąłem buty, po czym wyszedłem z pokoju i zamknąłem go na klucz. Muszę zanieść go na jej stolik i przymknąć okno. Może lepiej będzie jeśli dam go Yui, podejrzewam, że Reina tak szybko i tak się nie obudzi.

niedziela, 25 września 2016

Rozdział 5

Reina
Odkąd zamieszkałam u braci Sakamakich non stop jestem pod "opieką" Subaru lub Yui. Nie wiem dlaczego muszę mieć zawsze jakiekolwiek towarzystwo,  kiedy chcę być w ogrodzie lub poza swoim pokojem, (ale w zasadzie to nawet w nim jest ktoś, kto czuwa nad moim "bezpieczeństwem", chociaż nie wiem kto niby miałby mnie np. zabić lub porwać). Jednak nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło od momentu kiedy róża znowu odżyła.
Dzisiaj był naprawdę piękny poranek. W końcu zaczęły się wakacje, ale bracia Sakamaki i Yui mają zaległości w szkole. Nie mam pojęcia z czego to wynikło, ale niestety ani Yui, ani Subaru nie chcą powiedzieć mi dlaczego. Postanowiłam, że obejrzę resztę pomieszczeń rezydencji, kiedy jeszcze wszyscy śpią. Sakamakowie chodzą do nocnej szkoły przez co praktycznie przez cały dzień śpią. 
Po cichu zeszłam ze schodów i skierowałam się do wielkiego pokoju, który musiał być holem. Na środku pokoju była postawiona sofa, a po oby dwóch strona były fotele w tym samym granatowym kolorze. Przed sofą był ustawiony stoliczek do kawy,a pod tym wszystkim był rozłożony zielony dywan.  Z tyłu pokoju był kominek, i mimo że było już ciepło palił się piękny płomień. 
Moją uwagę nagle przykuł wąski korytarz po prawej stronie pokoju. Spojrzałam za siebie, czy przypadkiem nie ma tam żadnego z braci i poszłam zobaczyć co tam jest. 
To co tam zobaczyłam było niesamowite ale też trochę przerażające. Na ścianach były rozwieszone portrety trójki pięknych kobiet. Według podpisów były to prawdopodobnie matki Sakamakich. Pierwsza była to Beatrix, która musi być matką Shuu i Reiji'ego, ponieważ była bardzo podobna do pierwszego z dwójki braci. Długie blond włosy miała umorzone w nienaganny kok, tylko dwa pasemka przy twarzy zostały, aby okazały twarz. Oczy zaś zostały ukazane jakby pozbawione uczuć. Jakby jej życie było tylko obowiązkiem, a nie kołem wyborów. 
Podeszłam do drugiego obrazu gdzie była przedstawiona białowłosa kobieta o smutnych krwistych oczach , która musiała być matka Subaru. Była do niego bardzo podobna. Obraz był podpisany jako portret Christine. Ostatnią kobietą była Cordelia fioletowo włosa piękność o zielonych niczym trucizna oczach. Na twarzy miała wypisaną satysfakcję.
Nie wiem dlaczego, ale te wszystkie kobiety były dla mnie znajome, ale nie wiem skąd. Może spotkałam je kiedyś w dzieciństwie skoro ojciec szóstki braci było dobrym przyjacielem mojego ojca? Tak na pewno musiałam raz tutaj z nim przyjechać, bo niby gdzie miałam bym je spotkać?
Chciałam już pójść dalej oglądać dom, ale w tedy moją uwagę przykuł jeszcze jeden obraz. Podeszłam do niego i moim oczom ukazał się przystojny mężczyzna o długich białych włosach i złotych oczach. Przypominał pewnego polityka.
-Karlheinz,- gdy przeczytałam imię pod portretem przypomniałam sobie, jak kiedyś ten mężczyzna przyszedł i rozmawiał o czymś z moim ojcem. Na pożegnanie powiedział coś takiego do mnie "-Mam nadzieję, że niedługo odwiedzisz moich synów Reino. Dawno się z nimi nie widziałaś."
Przełknęłam z trudnością ślinę i wpatrywałam się z lekkim przerażeniem w portret ojca Sakamakich. To zdanie powiedział niecałe pół roku temu.
-No cóż oto i jestem- powiedziałam do postaci na portrecie. 
Jednak żadnych z twoich synów nie pamiętam, jeśli naprawdę tutaj kiedyś byłam.
-Reino, co ty tutaj robisz?! -odwróciłam się w stronę głosu. Na środku korytarza stał Subaru, a na jego twarz malowało się przerażenie, zmieszane ze złością.
No to po mnie.
Subaru
Gdy zobaczyłem jak Reina przygląda się portretowi naszego ojca, byłem naprawdę wściekły. Nie powinna tutaj chodzić, jeszcze sama, kiedy Ayato lub Laito mogą ją tutaj znaleźć i pozbawić całkowicie krwi. Szybko do niej podeszłym i zacząłem ja wyprowadzać z pomieszczenia, ale jakby na zawołanie pojawił się Shuu i zagrodził mi drogę.
-Przesuń się -nie wywołałem się na grzeczność, lepiej żeby brunetka jak najszybciej znalazła się w swoim pokoju.
-To ją boli, -powiedział spokojnym głosem blondyn. Jego wzrok był utkwiony w Reinie, która skrzywiła się z powodu mojego silnego uścisku na jej ramieniu. Poluźniłem uścisk dłoni, ale dziewczyna od razu się uwolniła i teraz wpatrywała się to na mnie, to na Shuu.
-O co tutaj chodzi? -spytała się dziewczyna. Żaden z nas nie kwapił się na wyjaśnienia. No bo jak mamy jej wytłumaczyć, że mieszka z wampirami?! -Grr! Idę do ogrodu- minęła nas, a gdy mieliśmy już iść w jej stronę w tedy odwróciła się do nas i dodała ze złością. -I nawet nie próbujcie pójść za mną!
U zaczęła biec w stronę wyjścia z rezydencji. Z przerażeniem w oczach patrzyłem na wybiegającą dziewczynę. Jeśli za chwilę do niej żaden z nas nie pójdzie może stać się coś naprawdę złego.
Niestety moje przeczucie się nie pomyliło. Po chwili usłyszałem głos Laito"witaj laleczko miałem taką nadzieję że cię tutaj spotkam"i z wściekłością zacząłem biec do ogrodu. 
W tedy usłyszałem krzyk dziewczyny.

czwartek, 1 września 2016

Rozdział 4

Reina
Poczułam ulgę, kiedy do pokoju weszła blond włosa dziewczyna, niosąca tacę, prawdopodobnie z jedzeniem. Uśmiechnęła się do mnie, po czym spojrzała po braci. Przez chwilę zauważyłam napięcie na ich twarzach, które zniknęło tak szybko jak i się pojawiło. Reiji skonał mi i blondynce głową, po czym wyszedł, jedynie został jego brat Shuu. Chłopak wpatrywał się we mnie po czym wyszedł bez słowa z mojego nowego pokoju. Przez jakiś czas będę musiała tutaj mieszkać, ale na szczęście należę do osób, które szybko przyzwyczajają się do nowego miejsca oraz nowego trybu życia.
Dziewczyna podeszła do mnie energicznym krokiem po czym postawiła mi na stoliku srebrną tacę. Gdy zdjęła przykrywkę moim oczom ukazała się góra naleśników polanych dużą ilością czekolady,a obok na miseczce były pokrojone na pół truskawki. Na ten widok dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem głodna.
Podziękowałam blondynce, a ta się uśmiechnęła i usiadła obok mnie przy małym stoliku. Wpatrywałam się w nią ukradkiem, ale tak jak podejrzewałam nie wiedziałam kim ona jest.
-Shuu nic mi nie wspomniał, że mają siostrę?
-Ja nie jestem siostrą Shuu, jestem... dziewczyną ich brata Ayato.
Poczułam się trochę głupio, że uznałam ją za siostrę braci, ale niestety ani Shuu, a co dopiero jego brat Reiji nic mi nie mówili, że mieszka z nimi dziewczyna ich brata.
-Przepraszam, po prostu nic mi nie powiedzieli, -spojrzałam przez okno na ogród różany. Chcę się stąd na chwilę uciec i przejść się po tym pięknym ogrodzie.
-Jestem Yui Komori, ty jesteś Reina, prawda?
-Wszyscy wiedzą jak mam na imię, a ja, mimo że nawet znam imiona Sakamakich to i tak nie mam pojęcia, który z braci jest który. -powiedziałam zirytowana tą zaistniałą sytuacją. Westchnęłam, po czym spojrzałam na blondynkę. - Jak się tutaj znalazłaś? To znaczy czy ojciec braci jest twoją daleką rodziną?
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć i kiedy otwierała już usta, usłyszałam pukanie do pokoju, a po pięciu sekundach zobaczyłam w progu drzwi Subaru. Nasze spojrzenia się spotkały i w tedy poczułam minimalne przyśpieszenie mojego serca. Jakby tylko czekało, aż go znowu zobaczę.
Subaru
Kiedy zobaczyłem Reinę w towarzystwie Yui, poczułem ulgę, że Reiji oraz Shuu już wyszli. Zapytałem Reinę czy ma ochotę zobaczyć ogród różany. Zgodziła się bez zastanowienia i teraz spacerowaliśmy na około rezydencji. Brunetka zachwycała się kwiatami które zakwitły w tym roku wyjątkowo pięknie. W szczególności czerwone i białe. Nie wiem dlaczego, ale cieszyłem się z obecności dziewczyny, mimo że non stop opowiadała o sobie i jej rodzinie.
-Czasami zastanawiam się czy przypadkiem nie zostałam adoptowana- powiedziała, a w tedy uklękła przy zwiędłej już róży.
-Niby dlaczego?-spojrzałem na nią zaskoczony. W końcu powiedziała, że jej rodzice zgadzali się na każde zajęcia dodatkowe o jakie poprosiła i o każdą nową książkę lub inną rzecz, która była jej w tedy potrzebna.
-Czasami zachowują się, jakby wiedzieli o czymś czego ja nie powinnam wiedzieć. Raz nawet przyłapałam ich na tym ja rozmawiali o czymś w tajemnicy.
W zasadzie to nigdy nie jestem ciekawski, ale co niby takiego skrywali Hanakowie.
-A wiesz jaka to tajemnica?
-Mówili coś o kobiecie, niestety nie usłyszałam jej imienia, ale na nazwisko miała Shiganori. Niestety nie znam nikogo o takim nazwisku,-odparła nadal spoglądając na martwą różę, jakby pod wpływem jej wzroku miała nagle ożyć, co oczywiście się nie wydarzyło. -Mówili także w tedy, że niedługo muszą mi powiedzieć prawdę.
-Jaką prawdę?
Reina spojrzała w niebo. Dzisiejsza noc była wyjątkowo bezchmurna, a na niebie widać było piękne konstelacje gwiazd. Po jej wyrazie twarzy widać było skupienie, jakby zastanawiała się, czy powinna mi to powiedzieć.
-O moim prawdziwym pochodzeniu.
Reina
To nie ma sensu prawda. Moi rodzice nigdy by mnie nie okłamali o takich sprawach, ale co jeśli zostali zmuszeni? Co jeśli jestem całkiem inną osobą którą tak naprawdę nie jestem? Poprosiłam Subaru, aby zostawił mnie na chwilę samą w ogrodzie. Powiedział, że wróci za niecałe dziesięć minut, aby mnie odprowadzić do pokoju. Mimo że przed wyjściem łyknęłam serię tabletek przeciwbólowych, to wyjątkowo nie czułam się otumaniona, dzięki czemu zapamiętałam już drogę z mojego pokoju do ogrodu.
Ciągle klękałam przy martwej roślinie i zastanawiałam się w jaki sposób zwiędła skoro wokoło otaczały mnie przepięknie rozkwitnięte róże. Delikatnie ją dotknęłam i w tedy nagle nie wiem w jaki sposób zaczęła wracać do życia i w jakiś sposób była jeszcze piękniejsza od pozostałych róż.
Ale niby jak? Przecież ta roślina była sucha i bez życia więc w jaki sposób nagle gdy ją dotknęłam stała się piękna i zdrowa? Może tylko mi się przywidziało i tak naprawdę ta roślina nie była zwiędnięta? Może to przez te tabletki, które łaknęłam wzrok mi się mąci? Nie miałam pojęcia postanowiłam już wracać do rezydencji Sakamakich, kiedy przez przypadek na kogoś wpadłam.
Tą osobą był Shuu.
Shuu
We wzroku Reiny widziałem strach, który momentalnie zniknął, kiedy zorientowała się, że to ja. Wpatrywałem się w brunetkę z ciekawością, bo niby dlaczego sama chodzi po tym ogrodzie? Przecież któryś z braci mógł ją skrzywdzić! Ale dlaczego niby o tym myślę, jest przecież tylko śmiertelniczką. Jednak jej oczy o barwie fiołków oraz niewiedza kim jestem jest wręcz ekscytująca. Mógłbym zdobyć jej zaufanie a w tedy byłaby tylko moja. Chcę ją odebrać Subaru, chociaż jeszcze nie jest jego. Chcę aby Reina Hanako została moją narzeczoną.
****
Hejka zdążyłam dodać oto ten rozdział jeszcze przed końcem Wattys i mam nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba :) Ja niestety już znikam do zobaczenia wkrótce. Papatki ;*
Elena;*

Rozdział 3

Shuu
Gdy po powrocie do domu zobaczyłem jak Subaru siedzi przy nieprzytomnej dziewczynie, którą spotkałem w "Odeon Tokyo", byłem naprawdę zaskoczony, ale coś mi mówiło, że jest tutaj nie bez powodu. Gdy się okazało, że jest to ta sama dziewczyna, która ma tutaj zamieszkać, zacząłem się zastanawiać, czy coś z tym nie miał wspólnego nasz ojciec. W końcu jest do wszystkiego zdolny, aby tylko nam znaleźć przyszłą żonę. W sumie to nie pogniewałbym się, gdyby została moją narzeczoną. Była całkiem ładna, a zapach jej krwi był słodki i bardzo odurzający. 
Subaru postanowił, że razem z Yui będą zaglądać, jak się czuje Reina, na co przystanąłem i poszedłem do swojego pokoju, aby zastanowić się nad dalszymi poczynaniami co do Reiny. Na pewno ojciec nic nie powiedział jej o tym kim jesteśmy, bo jak się okazało Pan Hanako miał jej wszystko wytłumaczyć, jak wróci do domu ze spotkania z przyjaciółką. Niestety od teraz na mnie spoczywa ten obowiązek. Tylko w takich chwilach żałuję,  że to nie Reiji jest najstarszy w naszej rodzinie.
Teraz po wysłuchaniu kazania mojego brata, kierowałem się do pokoju, naszej nowej podopiecznej. Miałem nadzieję, że zobaczę ją jak śpi, ale niestety gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem jak dziewczyna rozmawia z Subaru. Na twarzy mojego młodszego brata, pojawiła się złość, co oczywiście zignorowałem i całą swoją uwagę skierowałem na brunetkę. 
-O, widzę, że już się przebudziłaś,-odparłem uśmiechając się do niej szelmowsko.
Na twarzy Subaru pojawiło się zrezygnowanie. Potem zwrócił się do dziewczyny stojącej obok niego.
-Reino, poznaj mojego starszego brata -Shuu.
Chyba musiała mnie pamiętać z wczorajszej nocy, ponieważ spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Miałem zamiar jej wytłumaczyć, kim jesteśmy, ale na razie, aby zdobyć jej zaufanie na razie jedynie powiem jej o reszcie , a później ostrzegę pozostałą piątkę, aby nie zrobili nic głupiego.
-Subaru, czym mogę porozmawiać z Reiną na osobności?- nadal wpatrywałem się w lawendowe oczy Reiny, na co ta się zarumieniła. 
Subaru miał już się odezwać, kiedy Reina spojrzała na niego zachęcająco, na co ten złagodniał. I kto by pomyślał, że na mojego młodszego brata wystarczy urocze spojrzenie dziewczyny, aby ten nagle się uspokoił. Będę musiał z nim później porozmawiać, co takiego widzi w tej dziewczynie.
Subaru bez słowa wyszedł z pokoju, co pozwoliło mi zbliżyć się do dziewczyny. Reina wpatrywała się na mnie wyczekująco, po czym zapytała:
-O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
No właśnie co powinienem jej powiedzieć?
-Czy Subaru wspomniał ci, że zamieszkasz w tym domu przez jakiś czas?- spytałem moim standardowym bez namiętnym głosem.
-Nie, a dlaczego? Coś się stało moim rodzicom?- w jej spojrzeniu można było wyczytać zdenerwowanie. Widać, że kocha swoją rodzinę, inaczej nie miałaby wymalowanego takiej troski na twarzy.
-Twoi rodzice musieli pilnie gdzieś wyjechać i na prośbę twojego taty postanowiliśmy, że zamieszkasz na ten czas z nami.
-A czy wiesz na jak długo?
-Nie mam pojęcia,- zaczynała mnie denerwować ta rozmowa, ale chciałem spędzić z dziewczyną jeszcze trochę czasu, zanim Subaru znowu się tutaj zjawi. Mimo że dziewczyna doprowadzała mnie do szału tym niewinnym i ufnym spojrzeniem. Nie wie kim jesteśmy, a gdy się dowie znienawidzi nas i będzie patrzeć na nas z obrzydzeniem.
Spojrzała przez okno na nasz różany ogród. Westchnąłem ze znudzenia, aby Reina na mnie spojrzała. Muszę ją ostrzec przed moimi braćmi.
-Musisz wiedzieć jeszcze o czymś ważnym.
-O czym?
-Subaru nie jest moim jedynym bratem.
Jej oczy się odrobinę rozszerzyły, ale szybko przybrała swoją standardowa radosną minę.
-Wiem od Subaru,że macie jeszcze jednego brata. Nazywa się Laito?
- Tak, ale to jeden z pozostałych braci.
-Braci?
Westchnąłem ze zrezygnowaniem po czy odrzekłem ze znudzeniem:
-Razem ze wspomnianym przez ciebie Laito, to jest ich czwórka.
Reina spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Czwórka?
-To jakiś problem.
-Nie, skądże, po prostu odkąd pamiętam zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo.
-Ta, tylko że te rodzeństwo ma inne matki. Ja i mój brat Reiji, mamy tą samą matką; Ayato, Laito i Kanato inna, a Subaru też inną i na dodatek jest najmłodszy z nas,- brązowo włosa usiadła na łóżku i spoglądała na mnie z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. Czekałem na jej reakcję, ale w tedy do pokoju wszedł bez zapowiedzi Reiji, przez co musiałem odsunąć się od Reiny. Usiadłem, więc na biało-fioletowym fotelu i utkwiła wzrok na swojego brata. Ten jednak spoglądał na Reinę.
-Yui powiedziała mi, że nasz gość się już obudził,- poprawił swoje okulary, ale nadal miał utkwiony wzrok w Reine, na co byłem coraz to bardziej wściekły.- Całkiem dobrze wyglądasz jak na osobę która została wczoraj wyjęta z samochodu. Chyba nie powinnaś tak szybko jeździć samochodem,- spoglądał na nią kpiącym spojrzeniem.
-W zasadzie to jechałam przepisowo, to nie moja wina, że znikąd wyskoczył mi na maskę wilk,-dziewczyna w krzyżowała ręce na piersi, a oczy miała przymrużone.
Ja i mój brat spojrzeliśmy na nią z niedowierzaniem.
-Jak to wilk?- zapytał Reiji, naszej nowe podopiecznej.
-Jechałam sobie spokojnie, ale co chwilę dzwonił mój tata, więc wyłączyłam telefon, a kiedy zwróciłam z powrotem wzrok na drogę, już tam był.
Ktoś zapukał do drzwi, a tam stała Yui z tacą, na której niosła śniadanie dla fioletowo okiej. Wraz z bratem wyszliśmy z pokoju, a ja nadal miałem złe przeczucie co do tego wilka. Możliwe, że Reija nie zostanie na tak krótko jak wcześniej zapewniał nas jej ojciec.
********************************
Hejka wszystkim 
Ten rozdział na razie nie jest poprawiony, więc za wszystkie błędy bardzo przepraszam. Nie mam co robić, więc mimo wszystko wstawiam ten oto rozdział. Miłego dnia. Pamiętajcie o komentowaniu i gwiazdkach, za które będę wam bardzo wdzięczna. 
Elena ;*

Rozdział 2

Subaru
Już od jakiegoś czasu wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę, którą wyciągnąłem z rozbitego auta. Wyglądała tak samo jak Reina Hanako-córka premiera do spraw zagranicznych i przyjaciela naszego ojca. Shu powiedział mi, że Pan Hanako poprosił naszego "wspaniałego" ojca, aby Reina mogła zatrzymać się u nas na jakiś czas. Oczywiście bez wahania się zgodził i z pewnością wierzy w to, że ta piękna dziewczyna wybierze jednego z naszej piątki. Od razu zrobiło mi się jej żal, że będzie musiała mieszkać z kimś takim jak my, czyli pożądającymi krwi wampirami. Mam nadzieję, że Reina szybko zniknie z naszego dworu i będzie mogła żyć swoim zwyczajnym życiem, a plan naszego ojca się nie powiedzie. 
Gdy tak wpatrywałem się w nieznajomą poczułem nieodparte uczucie, aby ją chronić przed reszką moich niewyżytych braci. Na szczęście najgorszy z nich wszystkich Ayato non stop spędza czas z Yui, co w jakimś minimalnym stopniu go zmienia. Już nie jest takim kretynem, którym niegdyś był. Coraz mniej się wywyższa, ale bądźmy realistami, nie można zmienić kogoś takiego jak Ayato całkowicie. Zawsze pozostanie w nim także te najgorsze cechy. 
Delikatnie pogłaskałem Reinę po jej aksamitnych, jasnobrązowych włosach. Odgarnąłem z jej twarzy opadnięty kosmyk, na co ta gwałtownie się poruszyła na łóżku. "Chyba śni jej się koszmar"-stwierdziłem w zamyśleniu. Zastanawiałem się, jak to by było, gdyby to ona została moją narzeczoną. Może to tylko złudne marzenia, ale w tedy kiedy spojrzała mi w oczy, poczułem dziwną rodzącą się więź. Teraz także to czuję głaszcząc dziewczynę po długich włosach. Szybko jednak odepchnąłem tę myśl kiedy usłyszałem jak do pokoju ktoś wchodzi i z ulgą stwierdziłem, że jest nią Yui. Uśmiechnęła się do mnie smutno i spytała:
-Przebudziła się?
-Niestety, jeszcze nie,-odrzekłem ze smutkiem. Nie wiem dlaczego aż tak martwię się o tą dziewczynę. W końcu jest tylko śmiertelniczką jakich jest na tym świecie wiele. Odepchnąłem od siebie wszelkie uczucia do Reiny i wstałem, aby podejść do okna, z którego można było oglądać różany ogród. Usłyszałem ciche kroki i poczułem jak blondynka kładzie swoją rękę na moim ramieniu.
-Subaru nie odcinaj się znowu od swoich uczuć. To może na ciebie źle wpłynąć wiesz o tym,-czułem na sobie badawczy wzrok Yui i uświadomiłem sobie że ma rację. W końcu obiecałem sobie, że spróbuję się przed kimś otworzyć. Jednak jak na razie marnie mi to wychodziło.
-Wiem, ale odkąd znalazłem Reinę zastanawiam się czy w ogóle jest dla mnie szansa, abym się zmienił,- spojrzałem na nieprzytomną dziewczynę, z myślą, że mógłbym jej jedynie sprawić ból, niż w jakikolwiek sposób pomóc. 
-Jestem pewna, że jest.
-Niby skąd to wiesz,-spojrzałem na narzeczoną mojego bata, a ta uścisnęła moją dłoń i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Po prostu to czuję,- między nami zapadła cisza, ale nie jedna z tych niezręcznych, ale oczekująca na jakiś znak, że Yui ma rację. Spojrzałem na zegarek budzika i stwierdziłem że pójdę się na jakiś czas położyć. W końcu Yui obiecała się nią zająć podczas mojej nieobecności. 
Ostatni raz spojrzałem w kierunku Reiny, po czym zamknąłem za sobą drzwi do pokoju i skierowałem się do pokoju naprzeciw. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w luźne dresy i biały podkoszulek, po czym zasnąłem z myślą, że prawdopodobnie niedługo znów ujrzę lawendowe oczy Reiny.
Reina
Obudziłam się z okropnym bólem głowy i nie wiedziałam w ogóle gdzie jestem, i co się wydarzyło poprzedniej nocy. Ale chwila moment w nocy?! Niby jakim cudem jest już rano! Próbowałam sobie przypomnieć wydarzenia z wczorajszej nocy, ale niestety moje starania poszły na marne. Nie wiedziałam dlaczego wszystko mnie boli i czułam się tak otumaniona i rozkojarzona. 
Rozejrzałam się po nieznanym mi pomieszczeniu: był pomalowany fioletowo-białą farbą z czarnymi dodatkami. Po mojej prawej stronie znajdowała się komoda i toaletka, a niedaleko mieściła się biblioteczka, zaś po lewej  biurko ogromna szafa i przepiękne srebrne lustro. Powoli podniosłam się z wielkiego łóżka, na której znajdowała się miękka pościel o odcieniu lawendy. 
Gdy podeszłam do lustra odrobinę się wystraszyłam na swój widok. Miałam siniaki i zadrapania na ramionach i nogach,  a na prawej brwi miałam przyklejony plaster, ale na szczęście nic poważniejszego nie zauważyłam. 
W pewnym momencie usłyszałam jak otwierają się drzwi do pokoju i moim oczom ukazał się przystojny chłopak o białych niesfornych włosach i krwistoczerwonych oczach. Gdy na niego spojrzałam przypomniałam sobie wszystko co się stało: Kierowałam samochodem, kiedy niespodziewanie wybiegł mi na drogę wilk, co spowodowało, że wpadłam w poślizg i trafiłam w pobliskie drzewo. Pamiętam też, że patrzyłam na te same oczy z myślą, iż widzę je po raz ostatni. Na szczęście jednak nic takiego się nie wydarzyło i mogłam lepiej przyjrzeć się nieznajomemu, któremu jestem wdzięczna za uratowanie mi życia.
Chłopak ubrany był w czerwoną postrzępioną koszulkę, do tego dopasowane czarne spodnie. Na szyi miał zawieszony piękny srebrny kluczyk na czarnym rzemyku, co spowodowało, że machinalnie szukałam na swojej szyi mój ukochany wisiorek. Białowłosy musiał zauważyć moje zachowanie, ponieważ wyciągnął coś z kieszeni spodni co okazało się moim łańcuszkiem z misternie zdobionym srebrnym kluczykiem. Spojrzałam na niego z wdzięcznością, pomieszaną z ulgą, na co  ten odpowiedział szczerym uśmiechem. Zrobił krok w moją stronę.
-Jak się czujesz?-zapytał, skanując mnie wzrokiem, szukając na mojej twarzy oznak bólu.
-Chyba dobrze,-gdy to powiedziałam w jego oczach zauważyłam jakby całe napięcie go opuściło.- Dziękuję ci, że znalazłeś mój wisiorek. Już się bałam, że go zgubiłam.
-Musiałem go zdjąć z twojej szyi, aby mógł bez problemu zbadać cię lekarz,-tłumaczył podchodząc do mnie bliżej. Teraz dzieliły nas tylko dwa kroki.-Czy mogę zawiesić ci go z powrotem na szyi?
-Z miłą chęcią,-odrzekłam odgarniając włosy na prawe ramię, aby nie zaczepiły się przy zawieszaniu naszyjnika.
Spoglądałam ukradkiem na nasze odbicie w lustrze, co spowodowało, że się rozmarzyłam. "Wysoki, przystojny i wysportowany-wiele dziewczyn z mojej szkoły tylko marzy o takim chłopaku"- stwierdziłam w myślach. Po pewnym czasie spojrzenie białowłosego spotkało się z moim, co spowodowało, że się zarumieniłam. Spuściłam swój wzrok na moje ręce. Tajemniczy chłopak odsunął się odrobinę, po czym oznajmił, że wisiorek jest już zapięty. Podziękowałam mu nadal wpatrując się w swoje ręce. Między na mi zapadła niezręczna cisza. Postanowiłam że w końcu spytam się o coś co powinnam wiedzieć od początku naszej rozmowy. Spojrzałam na nieznajomego, po czym zapytałam:
-Jak masz na imię?-na moje słowa chłopak uśmiechnął się szelmowsko i zetknął mi za ucho pasmo włosów, które zakrywały mi moje prawe oko.
-Subaru-odrzekł patrząc na mnie po czym spytał-Ty jesteś Reina Hanako, prawda?
-Skąd wiesz?-zdziwiłam się że zna moje imię skoro nigdy w życiu go nigdy nie widziałam.
-Przeczytałem na twoim prawie jazdy-wytłumaczył wzruszając ramionami. 
-A, no tak. Mogłam się domyślić, że będziesz szperać w mojej torebce-powiedziałam, chcąc zażartować z tej całej sytuacji, ale niestety, na przystojnej twarzy pojawiła się oburzona mina.
-Nigdy nie grzebię w cudzych rzeczach. To specjalność mojego starszego brata Laito.
Więc to jednak jego brat szperał w mojej torebce. Świetnie już go nie lubię. Spojrzałam na Subaru przepraszającym wzrokiem i miałam już coś powiedzieć, ale w tedy do pokoju, zjawił się niespodziewanie chłopak, którego widziałam w klubie. Co on tutaj robi?
-O, widzę, że już się przebudziłaś,-odparł to ze swoim szelmowskim uśmiechem jaki widziałam w tamtej nocy. 
Subaru spojrzał ze złością na blondyna, po czym ze zrezygnowaniem wymalowanym na twarzy spojrzał na mnie i wskazał ręką na chłopaka obok.
-Reino, poznaj mojego starszego brata- Shuu- do diaska! 
Jedyna myśl jaka przychodziła mi do głowy to, to że chyba jednak umarłam!
**********************************
Po wielu namysłach i przepisaniu z trzech kartek wstawiam wam oto takie małe cudo. Mam nadzieję, że się wam podoba taki nagły obrót sytuacji. 
Pozdrawiam was cieplutko: Elena_P_ ;* 

Rozdział 1

Reina
-Yosuke skończ już!-odrzekłam do mojej przyjaciółki, kiedy miałam już zamiar wyjść z klubu, ale niestety zastawiła mi drogę i nie mogłam nic innego zrobić jak dotrwać jej całe kazanie.
-To prędzej ty skończ! Dopiero co przyszłyśmy, dlaczego masz zamiar już wychodzić.
-Ponieważ on tu jest!-wskazałam dłonią na chłopaka z tyłu, który był otoczony dwiema nieznanymi mi dziewczynami.
-Lepiej pokaż Minoru co tak naprawdę stracił, a nie uciekaj z klubu i znowu będziesz beczeć i jeść lody i beczeć że znowu "przytyłaś" dwa kilo!-odrzekła, przekrzykując grającą w klubie muzykę.
Po części miała rację, ale ja nie należę do osób, które flirtują z kim popadnie. Minoru przyłapałam jak całował się z "królową" szkoły i w tedy nasz półroczny związek przestał mieć dla wszystkich znaczenie. Wszystkim swoim znajomym zwymyślał jak to jestem puszczalską i okropną dziewczyną, co było najgorszym kłamstwem, z jakim się kiedykolwiek spotkałam. W końcu to ja robiłam za niego ten głupi projekt z historii sztuki, (który i tak musiałam zrobić, bo niestety był ze mną w grupie, a nie chciałam przez niego dostać jedynki).
Ale już niedługo będę mieć z nim spokój. Do wakacji pozostały już tylko dwa dni i zamierzam wygrzewać się w Hiszpanii na plaży w towarzystwie morskiej bryzy i mojej ukochanej książki "Pomiędzy Światami". Pierwszy raz spędzę tam wakacje z Yosuke, ponieważ zawsze coś ją zatrzymywało, zazwyczaj tym powodem była choroba jej matki i musiała zajmować się młodszą siostrą i bratem. Zawsze zazdrościłam jej, że ma rodzeństwo, ponieważ jak można łatwo się domyśleć jestem jedynaczką. Moi rodzice nie chcieli mieć więcej dzieci, z tego powodu, iż dla nich najważniejsza była zawsze praca i przez większy okres mojego dzieciństwa musiała się mną zajmować niania, ale mimo wszystko uważam ich za najwspanialszych na świecie. Każdy ma w końcu jakieś wady i musimy nauczyć się je akceptować lub nie. Są moimi rodzicami i dawali mi wszystko o co poprosiłam, ale także nauczyli mnie, że najważniejsze nie jest to co mamy, lecz to co innym dajemy. W końcu to oni założyli grupę wsparcia dla rodzin potrzebujących na całym świecie i jestem naprawdę dumna, mogąc nazywać się ich córką.
Yosuke ciągle coś do mnie mówiła, ale nie zwracałam na nią uwagi, po prostu chciałam mieć już to wszystko za sobą i wrócić do swojego domu i zaszyć się w swoim pokoju przed całym światem i opisywać w pamiętniku swoje dzisiejsze przemyślenia.W tedy spojrzałam za siebie i moim oczom ukazał się przystojny chłopak o blond włosach i niebieskich niczym niebo oczach. Patrzył na mnie, a gdy na niego spojrzałam nie odwrócił wzroku, tylko nadal wpatrywał się we mnie. Jednak z tego kilku sekundowego rozkojarzenia przywróciła mnie Yosuke i w tedy miałam już tego wszystkiego dosyć i wyszłam z pośpiechem z klubu i o mało nie przewróciłabym się, gdyby mnie ktoś nie podtrzymał. Gdy spojrzałam kto uratował mnie przed nabiciem sobie sińców okazało się że jest nim tajemniczy chłopak, który jeszcze chwilę temu widziałam gdzieś głęboko w budynku Odeonu.
-Nic ci się nie stało?-spytał się mnie, po czym szybko zabrał swoją rękę od mojej talii. W tedy jednak nie wiedziałam jak duże kłopoty spowoduje nasza znajomość, ale w końcu skąd miałam wiedzieć, że nie miałam z nim rozmawiać. 
A co dopiero na niego spojrzeć.
Shu
Po przeszło godzinie kłótni z moimi braćmi wylądowałem w jednym ze znanych klubów w Tokio, chociaż wolałbym zostać w domu, kiedy wszyscy (poza Rejiego i Subaru) byliby poza domem. Ayato przez całą drogę, którą przemierzyliśmy limuzyną szeptał coś do ucha swojej narzeczonej Yui, która co pewien czas śmiała się z jakiegoś żartu, opowiadanego przez mojego przyrodniego brata.  Gdy w końcu dotarliśmy do "Odeon Tokyo" wysiedliśmy z pojazdu weszliśmy do budynku klubu.
W pomieszczeniu było tak głośno od puszczanej muzyki, że nie umiałem pozbierać własnych myśli i usłyszeć muzyki która wydobywała się z moich słuchawek. Spojrzałem na pozostałą czwórkę i poszliśmy w kierunku loży dla VIP-ów. Sądziłem, że znowu będę się nudzić, jednak już po pięciu minutach zauważyłem ładną brunetkę w dopasowanej czarnej sukience do kolan. Kłóciła się z jaką dziewczyną, która wyglądała na jej przyjaciółkę. W tedy dziewczyna odwróciła się i dzięki temu mogłem spojrzeć w jej lawendowe oczy. Przyglądała mi się przez chwilę, bo po chwili znowu zwróciła swój wzrok na przyjaciółkę. Mimo głośniej muzyki usłyszałem imiona dziewczyn: różowowłosa miała na imię Yosuke, zaś brunetka Reina. Ta druga kierowała się właśnie do wyjścia, ale niestety zahaczyła o coś swoim obcasem. Nie wiem dlaczego użyłem wampirzej mocy, aby znaleźć się obok niej i uchronić ją przed upadkiem. 
Dziewczyna odwróciła się i mogłem dzięki temu zobaczyć z bliska jej piękne oczy, które teraz odzwierciedlały zdziwienie swojej posiadaczki.
-Nic ci się nie stało?- zabrałem pośpiesznie swoją dłoń z tali Reiny, po czym czekałem na jej reakcję. Po kilku sekundach otrząsnęła się w końcu ze zdezorientowania. 
-Na szczęście nic, dziękuję, że mnie złapałeś-uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością, na który odpowiedziałem jej swoim szelkowskim uśmiechem. Miała naprawdę miły głos, aksamitny i miękki niczym płatki róż.  
-Cieszę się że mogłem ci pomóc.-pochyliłem się do jej ucha po czym dodałem-Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy.
Na policzkach Reiny zakwitły śliczne krwiste rumieńce, co spowodowało, że nagle zapragnąłem poczuć jej krew, ale powstrzymałem się i szybko wróciłem do środku budynku klubu, nie racząc dziewczyny już ani jednym spojrzeniem.
Renia
Nie miałam pojęcia kim był ten tajemniczy przystojniak, ale nie miałam na to dzisiaj głowy. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i zapomnieć o całym dzisiejszym dniu. Niestety zaczęło padać. Nie znoszę prowadzić samochodem, kiedy pada. 
Kierując się do samochodu, szukałam kluczyków oraz komórki, aby uprzedzić tatę, że za niedługo będę z powrotem w naszej willi. Gdy w końcu znalazłam te przeklęte klucze i wsiadłam do samochodu, nie widziałam nikogo na drodze. Zero przechodniów i zero aut. To było dziwne jak na Tokyo, w końcu tu zawsze ktoś jest. Już zaczynałam się bać, kiedy się opamiętałam i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Usłyszałam przebudzony silnik samochodu i zaczęłam powoli prowadzić. Dopiero od niedawna mam prawo jazdy i wolę, aby nie złapali mnie na przekroczeniu prędkości. Niestety pusta droga za bardzo kusiła aby przyśpieszyć o te kilkanaście kilometrów na godzinę. Nie sądziłam, że to będzie mój największy błąd w całym swoim życiu.
Gdy byłam już w połowie drogi usłyszałam piosenkę "My Demons", co oznaczało że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić i nie chce przestać. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, aby dowiedzieć się kto dzwoni. Moim oczom ukazało się osiem nieodebranych połączeń od mojego Taty. No to mam już przechlapane. Z pewnością dostanę szlaban na wchodzenie do naszej biblioteki, co oznacza z dwa tygodnie nudy. 
-No po prostu cudownie-rzuciłam telefon na tylne siedzenie Toyoty i gdy odwróciłam się z powrotem, aby spojrzeć na drogę i po prostu dostałam zawału. Przed moją maskę  wyskoczył nagle ni stąd, ni zowąd wilk. 
Gwałtownie szarpnęłam kierownicą aby wyminąć zwierzę, co spowodowało, że wpadłam w w poślizg. Nic nie mogłam zrobić, tylko modlić się aby nic mi się nie stało. Niestety moje prośby nie zostały wysłuchane, ponieważ z całej siły trafiłam w wielki dąb. Nie wiedziałam co się dzieje z powodu uderzenia z całej siły głową w kierownicę. Byłam ogłuszona i zdezorientowana. 
W tedy zobaczyłam jak jakiś wysoki mężczyzna szarpie drzwi od strony kierowcy i je otwiera, następnie odpina mi pasy i wyciąga z samochodu. Ostatkami sił spojrzałam w oczy swojego bohatera- były czerwone niczym krew. Pomyślałam w tedy, że to prawdopodobnie ostatnia rzecz, jaką przyszło mi zobaczyć w moim krótkim życiu. Usłyszałam jeszcze od niego, że nie mam zamykać oczu, ale niestety byłam zbyt zmęczona, aby spełnić jego prośbę.
Po zamknięciu oczu straciłam przytomność i utonęłam w wirze mroku.   
**********************************
Hejka wszystkim :)
Oto pierwszy rozdział i mam nadzieję że się wam spodoba. (1242 słów całkiem nieźle, pomijając że nie wiadomo ile razy przeleciała mi piosenka "Fanatic of night" - Diabolik Lovers, ale mniejsza o to) Mam nadzieję że podzielicie się ze mną uwagami dotyczące pierwszego rozdziału. Za każdą gwiazdkę Bóg zapłać ;)
Do zobaczenia niedługo Elena_P_ ;* 
P.S. Dobranoc kochani :)  

Prolog

W zimowe popołudnie, pewna kobieta spoglądała ukrytkiem na rodzinę, która właśnie wychodziła ze szpitala, razem ze swoją dopiero co adoptowaną córeczką. Dziewczynka była zawinięta w fioletowy kocyk, a jej nowa matka spoglądała na nią z uśmiechem, zaś mężczyzna spoglądał z czułością na swoją żonę. Owa tajemnicza kobieta wiedziała o rodzinie Hanako wszystko co było potrzebne, aby być pewną, że zajmą się dziewczynką jak należy. Przez wiele lat nie zobaczy tej małej perełki, którą pokochała, kiedy pierwszy raz spojrzała w ramionach swojego syna. Niestety los nie dał im więcej niż kilka dni razem. Zło chce ją wykorzystać do okrutnych i nikczemnych celów, i tylko w ten sposób mogą dać jej normalne i szczęśliwe dzieciństwo. Wiedziała jednak, że zobaczy ją wkrótce. To w końcu tylko kwestia czasu nim jej umiejętności się ujawnią i będzie mogła znowu ją przytulić do swojej piersi. Jednak nim to nastąpi minie siedemnaście długich lat, a w tedy wydarzy się coś o czym wie tylko ona.
"Do zobaczenia, Reino. Moja kochana wnuczko". W tedy rodzina wsiadła do samochodu i odjechała do swojego nowego domu na przedmieściach Tokio.
***
Od tamtego dnia minęło już siedemnaście lat, a Renia ma niedługo dowiedzieć się prawdy o swoim pochodzeniu. Nie wiedziała jednak, że dojście do prawdy może być tak bolesne i trudne. Nie miała także pojęcia, że w dzień zakończenia roku szkolnego, może stać się dniem, który zapoczątkuje zmianę w jej zwyczajnym życiu. Nie chciała również tego dnia spowodować wypadku, który prawie zakończyłby jej krótki żywot. Nie miała zamiaru także zostać uratowana przez tajemniczego chłopaka, który tego dnia biegał podczas burzy. Los jednak sam zdecydował.
Reina musi powrócić do domu.
********************************
Hejka wszystkim :)
Miałam wstawić to już wcześniej, ale natchnienie niestety przyszło do mnie dopiero po przesłuchaniu chyba z kilka tysięcy razy tych samych piosenek oraz po pewnej zmianie w myśleniu i postanowiłam, że na razie taki króciutki wstęp przez krótki czas pozostanie. (Mam zamiar go przeczytać z kilka razy i zastanowić się jak mogłabym go udoskonalić do większych rozmiarów). Na razie to wszystko z mojej strony. Dobrej nocy. Dobranoc ;* Elena ;*